"Katarzynki"

opublikowano: .

katarzynki

Tak! Nareszcie są u mnie! Dostałam wczoraj późnym popołudniem i już można powiedzieć, że zadomowiły się na całego. Rzecz oczywiście o foremkach do pierniczków w kształcie tzw. "katarzynek". Popularny kształt w Polsce i jak to u nas właściwie nie do dostania poza Toruniem. A że są w tym właśnie mieście dowiedziałam się przypadkiem jakieś 2 lata temu przeglądając jakieś forum i chyba niekoniecznie kulinarne. Odtąd myślałam, jak je zdobyć. Oczywiście Toruń to nie koniec świata i nawet bywałam ale zawsze po południu i w sobotę lub w niedzielę, gdzie wiadomo, że sklepy zamknięte. I kilka dni temu doznałam olśnienia - przecież mogę zapytać na facebook. Choć "tyle pożytku" z tego siedzenia w internecie, że sobie trochę prywaty załatwię :D I jak pomyślałam - tak zrobiłam. I co zaskakujące - taki zbieg okoliczności, że w tym samym czasie moja "znajoma fejsbukowa" też włączyła komputer, przeczytała i... zaraz do mnie zadzwoniła. Właściwie nie powinno dziwić - po to się ma przyjaciół, żeby "reagowali w potrzebie" ale owa rozmowa była z... Nowym Jorkiem :D Okazało się, że to żaden problem i tak przez NY do Torunia wieści poszły i już za kilka dni do mnie liścik dotarł :D. Przyjemnie mi się zrobiło z conajmniej kilku powodów: przestrzeń internetowa nie zawsze jest anonimowa i na tych "znajomych fejsbukowych", których mam zawsze mogę liczyć bez względu jakie ma się problemy - nie raz już tego doświadczyłam a poza tym po raz kolejny w tak krótkim czasie okazało się, że są ludzie, którzy są skłonni poświęcić swój czas i poszukać czegoś, co właściwie jest czystą zachcianką nie licząc na jakiekolwiek profity. To cudowne uczucie - wierzcie - ta świadomość, że jednak nie jesteś sam z takim charakterem zupełnie nie wpisującym sie w tą nasza Polską rzeczywistość.... Oj ale się rozpisałam a jeszcze nie podziękowałam, więc niniejszym to czynię: Dziękuję Wam , Kochani raz jeszcze, za pomoc i zapach Świąt w środku września :D

Poniedziałek

opublikowano: .

Tarta 

 

Wczoraj jak to u mnie niedziela była bardzo pracowita. Od lat nie lubię niedziel. Czy jestem dziwna? Myslę, że nie. Ja po prostu codziennie mam "niedzielę" :D A ta w kalendarzu burzy codzienny rytm a tego nie lubię... No ale skoro była pracowita, to wypadałoby się pochwalić cóż to takiego robiłam. Otóż większośc dnia spędziłam w kuchni. U mnie jesień zaczyna się koło.... konca czerwca wraz z kompotami z truskawek, które robię na zimę :D A teraz - choć dziś pierwszy dzień jesieni u mnie już koncówka. Ale przyznam, że właśnie ten kawałek roku jest najbardziej intensywny. Jak można się domyślić w kuchni wczoraj miałam "kolorowo"! Robiłam moją najulubieńszą sałatkę na zimę: ogórki, marchewka, papryki i cebulka. Mówię Wam po prostu pycha! Tę sałatkę jem z polędwiczkami w sosie pieczeniowym i bardzo rzadko, ale jednak z plackami ziemniaczanymi po węgiersku (czyli u mnie z gulaszem, bez "wydziwnień" ;) ) Oprócz tego jeszcze kilka innych rzeczy ale o tym "następną razą" :). No i jak niedziela (nie ważne czy wynikająca z dni tygodnia, czy taka w tygodniu), to obowiązkowo coś słodkiego. W domu trochę buntu, że znowu przytyło się co niektórym, więc żeby nie było, że się mało staram - tarta z jabłuszkami z mąki orkiszowej. Bardzo chrupiąca i krucha. Pieczona bez foremki na blasze, posypana cukrem trzcinowym. Chodzi za mną takie typowe apple pie i jego kroki słychac coraz wyraźniej, więc prędzej niż później wpis o cieście jabłkowym będzie - wszak to sezon na jabłuszka w pełni :) 

Tarta 1

 Tarta 2

Zjadłam ją z ostatnią gałką lodów ... i... nie podzieliłam się z nikim :P

Paczłorkowo-brzoskwiniowo

opublikowano: .

zdjcie-kopia 11

Przed chwilką pisałam o brzoskwiniach a teraz słów kilka o... dyniach ;) Dynie coraz częściej pojawiaja się w okolicach jesieni na targowiskach, w sklepach i...blogach. Dynie obecne od lat w przetworach zaczynaja tez na wzór amerykański pojawiać się na Halloween. U nas to święto choć mało popularne ma coraz więcej zwolenników. Mnie jakoś "nie brało" ale od pewnego czasu inaczej patrzę na pewne rzeczy i zjawiska. Mentalność Polaków skłania się do umartwiania podczas świąt wszelkiej maści (ewentuanie do sponiewierania przez "żywa wodę" , bo to jest dopuszczalne ale jak tak teraz myśle, to może jest to rodzaj umartwiania się). A ja choć nie przepadam za ślepym naśladownictwem zachować innych narodów, tak sobie myślę, dlaczego nie cieszyć się jak jest okazja. Jesień też okazją do świętowania być może i dynie także więc na tę okazję uszyłam serwetę dyniową właśnie. Co do święta duchów to mam nadzieję, jeszcze coś tutaj pokazać a na już  - dyniowa serwetka 85cmx85cm , tkanina bawełniana ozdobiona pikowaniem w dynie.

Miłego oglądania :)

zdjcie-kopia 7

zdjcie-kopia 8

zdjcie-kopia 12

zdjcie-kopia 5

Słota

opublikowano: .

Zrzut ekranu 2013-09-17 o 22.11.58

Słoty dzień drugi... w sumie to mi nie przeszkadza. Lubię deszcz. Trochę smutno się robi za oknem, ale fajnie jak pada i kropelki ładnie dźwięczą o wodę w sadzawce, czy szyby. Gorzej jak taka prawdziwa ulewa z zacinaniem - wtedy już lubię mniej, bo oknami leje się woda na podłoge i trzeba bardzo pilnować :/ Jak wspomniałam deszczu dzień drugi a to niestety zwiastuje nadchodząca jesień. I nie ma, że nie przyjdzie. Przyjdzie a nawet już jest, choć w okolo jeszcze zielen piękna. Pamiętam w zeszłym roku w tym czasie większośc brzózek, które uwielbiam już liści miała  tyle co kot napłakał a dziś mimo upalnych wielu dni, jakie mieliśmy tego lata - zielono jeszcze. Przyroda lubi zaskakiwać. Ale, ale... skoro jesien to czas brzoskwiń i jabłek. Wpis o jabłkach będzie razem następnym ;) Dzis o brzoskwiniach. A że moje zdziczały (nie wiedzieć czemu, bo przeciez brzoskwinia to jak ten chwast jako jedna z nielicznych potrafi powtórzyć cechy nasienne), "wyprodukawałam" słodziutkie brzoskwiniowe ciasteczka :) Dobre i słodkie. W sam raz na takie deszczowe dni, żeby sobie troszkę humorek poprawić. Nadziewane nutellą (bo kto nie lubi nutelli :D ) 

Zrzut ekranu 2013-09-17 o 22.12.37

Zrzut ekranu 2013-09-16 o 23.10.13

SŁodkiej nocy Wam życzę!

 

Zielono mi

opublikowano: .

 

 

wiatrak1

Taaaa..... zielono mi.... tytuł sugeruje, że powinnam pisać o wiośnie. Cóż, prawda jest taka, że zaczęłam ten projekt szyć właśnie z wiosną, choć wtedy jeszcze były kilogramy śniegu na dworze i wiosny ani widać ani słychać nie było ;) . Jakoś tak a to koncepcji do skończenia nie miałam a to nici nie takiego koloru do pikowania a to miałam na koniec wszystkie misternie układane i zszywane elementy popruć, bo "mi się odwidziało". Wszystko w myśl "zasady" , że złej batelnicy przeszkadza i rąbek u spódnicy ;) Ale w końcu się zawzięłam i doprowadziłam do końca to co zalegało i zerkało na mnie ilekroć prześlizgnęłam wzrokiem po kolorowym kąciku z misternie ułożonymi szmatkami.Obrus 135x135cm i podkładki w ilości czterech sztuk. Obrus i podkładki pikowane z "wolnej ręki" w kwiatki. Jak napisałam bardziej wiosenne niż jesienne ale w końcu choć dni coraz krótsze i chłodniejsze poranki i wieczory, to w ciągu dnia można jeszcze nacieszyć się ciepłem słoneczka. Więcej zdjęć w zakładce "Patchwork", żeby za dużo nie powielać ;) I... do zobaczenia niebawem, bo dziś z rozpędu jak tylko skończyłam szyć ten obrus to już przygotowałam front robót na jutro. To będzie ..... typowo jesienny klimacik....